Opowieści z Góreczek
Opowieści z Góreczek — codzienność, która uczy obecności
Codzienność ze zwierzętami nie porządkuje życia. Raczej je uspokaja.
Zanim postawię pierwszą miskę, wsłuchuję się w ciszę Góreczek.
Poranny zapach kawy miesza się z chłodnym powietrzem i psią sierścią.
Bruno spaceruje, jakby każdy człowiek był wart poznania.
Tak zaczyna się mój dzień.
Nie od hałasu, tylko od rytmu, który już tu był przede mną: stukotu łap, mruczenia kota i kawy stygnącej szybciej, niż powinna.
Góreczki to nie bajka, choć brzmią jak z opowieści.
To skrzyżowanie dróg, piekarnia, łąka i ludzie, którzy znają imię Bruna, choć nie znają mojego.
Bruno podchodzi do każdego, kto spojrzy na niego życzliwie. Jakby naprawdę zakładał, że świat jest raczej w porządku. Ja stoję obok. Z kubkiem w dłoni. I zaczynam zauważać rzeczy, które wcześniej mi umykały — jak kota przyciąga ciepło klawiatury, jak pies potrafi czekać na spojrzenie, które nie musi być natychmiastowe.
Próbowałam kiedyś uporządkować swoje życie. Szafę. Plan dnia. Myśli. Okazało się, że w tym domu rządzi coś innego. Nie plan. Nie kalendarz.
Rytuał.
Poranne szuranie łap po podłodze. Mruczenie kota. Kawa, której znów nie zdążę wypić ciepłej. To jest mój porządek. Nieidealny. Powtarzalny. Wystarczający.
Być tu
Życie z psem i kotem nie układa się w instrukcję. Raczej w uważność na drobne sygnały — spojrzenia, pauzy, momenty, które nie domagają się reakcji. Z tej perspektywy codzienność nie wymaga naprawiania. Wymaga obecności.
Nie wiem jeszcze, o czym dokładnie będzie ten blog. Może o czekaniu, którego uczy kot.
Może o „teraz”, które przypomina pies. Może o kawie, która stygnie szybciej, niż byśmy chcieli. Jedno wiem na pewno: nie trzeba robić więcej.
Czasem wystarczy być. I pozwolić, żeby codzienność zrobiła swoje.
Maja z Góreczek
autorka TUF TUF
pisze o relacji człowiek–zwierzę jako przestrzeni obecności, nie kontroli
Udział
