Opowieści z Góreczek
Zanim postawię pierwszą miskę
Zawsze chciałam mieć porządek w życiu. Porządek w szafie, w planach, w głowie.
A potem pojawił się Bruno. I Lilka. I po porządku.
Dom, który pachnie kawą i futrem
Mieszkam w Góreczkach — miejscu, które brzmi jak z bajki, a tak naprawdę jest skrzyżowaniem trzech dróg, piekarni i łąki.
Rano pachnie tu kawą i chlebem, a wieczorem świeżym powietrzem i czymś, co Bruno właśnie przywlókł spod płotu. Czasem dzieje się tu dużo dziwnych rzeczy, zresztą jak w każdej mieścinie. Niektórzy zaglądają innym interesownie przez okno do domów, oczywiście w przenośni, jeszcze wariatów nie spotkałam, a pozostali są zbyt zajęci swoimi interesami, by odbyć choćby sąsiedzki small talk. Jednak większość mieszkających wokół mnie zdołała już poznać towarzyskiego Bruna, który zaczepia każdego, naiwnie myśląc, albo i w ogóle w tym przypadku, że każdy człowiek jest dobry. Może i powinnam brać z niego przykład i z taką samą wiarą podchodzić do świata.
Pracuję z domu. Piszę teksty — czasem o psach, czasem o ludziach, czasem o rzeczach, które gubią i znajdują.
Lilka uważa, że klawiatura to najlepsze miejsce na drzemkę. Bruno w tym czasie siada pod biurkiem i wzdycha, wlepiając we mnie swoje wyczekujące spojrzenie, którym błagalnie prosi o więcej uwagi.
Małe rytuały
Nie wiem, kiedy to się zaczęło, ale każdy poranek ma u nas ten sam rytm: szuranie łap po podłodze, mruknięcie kota z parapetu i ja — z kubkiem kawy, która zawsze stygnie szybciej niż powinna. Bruno patrzy, Lilka ocenia. Ja próbuję udawać dorosłość. Czasem myślę, że dom zaczyna się właśnie od tego dźwięku — nie od drzwi, nie od budzika, ale od pierwszego poruszenia życia pod stołem.
Niedoskonała codzienność
Nie wszystko wygląda tu jak z katalogu, a ja bezwstydnie się tym dzielę. W końcu ktoś musi. Na kanapie sierść, na parapecie ślady łap, ale w sercu — święty spokój. I może właśnie o to chodzi w życiu. Nie wiem. Zdarza mi się zapomnieć podlewać kwiaty, ale nigdy nie zapomnę o miskach. Kiedyś próbowałam pracować z plannerem, kalendarzem i aplikacją do skupienia.
Teraz mam psa, który przypomina mi o przerwach, i kota, który miauczy efektywnie, że nic nie jest aż tak pilne.
Luka w głowie
Nie wiem jeszcze, o czym będzie ten blog. Pewnie o tym, jak kot uczy mnie cierpliwości,
pies — zaufania, a kawa — że nawet przy innej temperaturze spełnia swoją funkcję. Może czasem napiszę coś mądrego. Może częściej coś śmiesznego. A może po prostu podzielę się jakąś chwilą, czasem niefortunnie zbędną informacją, lecz może zahaczy ona o czyjąś ostatnią myśl i stworzy całkiem już rozsądne rozważanie na jakiś temat. Bo zanim postawię pierwszą miskę, zawsze słyszę ich dwoje —i wiem, że gdy mój dzień zaczyna się od opieki i dobroci, zaczyna nabierać sensu.
— Maja z Góreczek
copywriterka, opiekunka Bruna i Lilki,
autorka bloga Tuftuf.pl — miejsca, gdzie codzienność ze zwierzętami staje się poezją.
Udział
